sobota, 28 lutego 2015

Sajgonki z warzywami

Czasami sałatki warzywne stają się nudne, a dodany sos sprawia, że warzywa nasiąkają oliwą i tracą chrupkość. Stąd moja przekręcona sałatka schowana w pakieciki z papieru ryżowego. Oto zimowa odsłona sajgonek.


Składniki (porcja na 6 sajgonek):
ćwiartka awokado (niezbyt miękkiego) pokrojona w słupki
ćwiartka papryki pokrojona w słupki
tarta marchew
starta połówka kalarepki
6 płatów papieru ryżowego
przegotowana zimna woda

Dip:
pół łyżeczki oleju sezamowego
sok z ćwiartki cytryny
łyżka oleju arachidowego
łyżka oliwy
2 łyżki sosu sojowego


Moczyć płat papieru ryżowego w wodzie aż zmięknie. Osączyć z nadmiaru wody ręcznikiem papierowym. Przełożyć na deskę. Na jednym z końców układać warzywa, a potem zwijać w rulonik zamykany po bokach, by warzywa nie wypadały podczas moczenia w dipie.
Gotowe sajgonki układać na desce, by się nie stykały. Podawać z wyraźnym w smaku dipem.


Zdrowa przekąska



Sałatka z wątróbką indyczą

Wątróbkę jadałam od czasu do czasu z rozsądku. Odkąd połączyłam ją z winegretem malinowym, polubiłam ją i teraz jadam znacznie częściej :) Używam zazwyczaj wątróbki z indyka, bo nie jest tak bardzo poprzerastana żyłkami i nie trzeba się natrudzić przy ich wycinaniu (ich widok mnie rozkłada na łopatki i zawsze się ich pozbywam), by ją pokroić i mieć na talerzu smakowite i ładnie wyglądające kąski. Przedstawiam propozycję "zimową" tej sałatki. Latem dodaję więcej składników, bo jest spory wybór świeżych i odpowiednich do pory roku dodatków.


Składniki (porcja dla jednej osoby):
3 liście sałaty lodowej (świetnie pasuje tu mieszanka z rukolą)
 3 wątróbki z indyka
olej do smażenia
mała czerwona cebulka
łyżka octu balsamicznego
pół łyżki ketchupu
łyżka soku malinowego
2-3 łyżki oliwy
pieprz
ewentualnie: 2 łyżki mąki (u mnie ryżowa, bo daje większą chrupkość)


Sałatę porwać na kawałki. Wkroić do niej cebulę w kostkę lub cieniutkie piórka. Posypać grubo mielonym pieprzem.
Wątróbkę (ewentualnie pozbyć się żyłek) pokroić w kawałki "na jeden kęs". Obtoczyć w mące (zazwyczaj wysypuję jedną łyżkę mąki na talerz, na to wrzucam kawałki wątróbki, a potem posypują drugą łyżką mąki; przy wrzucaniu na patelnię sama się obtoczy). Rozgrzać olej na patelni i wrzucać wątróbkę. Smażyć z dwóch stron aż skórka z mąki zmieni kolor na złotobrązowy.
W czasie smażenia wątróbki przygotować sos: do szklanki dodać ketchup, ocet balsamiczny, sok malinowy i oliwę. Wszystko dobrze wymieszać. Sos można przygotować w zamykanym słoiczku lub w szejkerze do dipów. Wtedy znacznie lepiej się wymiesza i nie powstaną grudki.
Tuż przed wyłączeniem palnika wylać vinaigrette na sałatę. I na to przełożyć usmażoną wątróbkę.
Smacznego :)


Zdrowa przekąska


Zastąp słoik pysznym daniem - III edycja

piątek, 27 lutego 2015

Sałatka jarzynowa na liściach cykorii

Co zrobić z warzywami, z których gotowało się bulion warzywny np. do pęczakotto? Nie jestem wielką fanką sałatki jarzynowej, ale jeszcze bardziej nie lubię wyrzucać jedzenia. Dlatego podaję ją na liściach lubianej cykorii belgijskiej, na którą mamy teraz idealny sezon. W moim przepisie jest sporo selera, który bardzo mi smakuje pod każdą postacią. Nie ma natomiast ziemniaków, bo za nimi nie przepadam.


Składniki:
3 marchewki
połowa selera korzeniowego
pietruszka korzeniowa
pół puszki kukurydzy (lub groszku zielonego)
3 ogórki kiszone
3 jajka ugotowane na twardo
mała czerwona cebula (może być też kawałek pora)
3 młode liście jarmużu (u mnie fioletowy i zielony)
2 łyżki majonezu
łyżka musztardy sarepskiej lub rosyjskiej
sól, pieprz
liście cykorii belgijskiej
kiełki do dekoracji

Liście jarmużu zanurzyć na ok. pół minuty we wrzątku. Odłożyć do ostygnięcia.
Ogórki pokroić w kostkę i odłożyć na durszlaku, by odciekł z nich sok. Odsączyć również kukurydzę.
Warzywa i jajka pokroić w kostkę. Jej wielkość jest kwestią gustu.
Połączyć wszystkie składniki z majonezem i musztardą. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Podawać na liściach cykorii belgijskiej z dodatkiem kiełków (u mnie biała gorczyca).


ALE JAJA!

Pęczakotto z kurkami

Wczoraj rozmroziłam pudełko kurek, więc dziś wariacja z nimi w roli głównej.


Składniki:
1,5 litra gorącego bulionu warzywnego (najlepiej takiego, który właśnie się robi albo podgrzewanego)
szklanka mrożonych kurek
2 suszone podgrzybki (dla podkręcenia smaku)

mała cebula pokrojona w kostkę
szklanka pęczaku
2 łyżki oleju
3 ząbki czosnku
4 połówki suszonych pomidorów
sól, pieprz ziołowy
parmezan do posypania


W niewielkiej ilości wody (dosłownie tak, by zakryła) zagotować podgrzybki porwane na kawałki. W tym czasie wypłukać pęczak w kilku wodach.
Gdy woda w garnku wyparuje, wlać oliwę i na rozgrzaną wrzucić cebulę, aby się zeszkliła. Potem wrzucić pęczak, a następnie kurki. Zamieszać. Poczekać, by pęczak wchłonął olej.
Wlać chochlę bulionu. Zamieszać. Kolejną chochlę wlać, gdy płyn w garnku zniknie. Czynność powtarzać przez ok. 30 - 40 minut (zależy od stopnia "świeżości" pęczaku).
Pod koniec gotowania wrzucić rozdrobnione suszone pomidory oraz starty czosnek. Doprawić do smaku solą i pieprzem ziołowym.
Podawać gorące pęczakotto posypane tartym parmezanem.




Wielki Post 2015

Owocowo-wytrawna sałatka z mango

W środę miałam przesympatyczne spotkanie z moimi wychowankami sprzed 12 lat (jak ten czas leci!). Wspominaliśmy wspólnie spędzony czas ze śmiechem, ale i pewnym rozrzewnieniem. Tak tak - tamte czasy już nie wrócą, ale na szczęście pozostały we wspomnieniach. To ciekawe, ile pamiętamy i to, że nawet tamte trudne chwile z perspektywy czasu stają się w obecnej rzeczywistości powodem do uśmiechu. I tak mnie wspominkowo wzięło i trzyma do dziś, że przypomniałam sobie o mojej ulubionej niegdyś sałatce z wciąż ulubionym owocem, jakim jest mango. Od razu podkreślam, że przepis nie jest mój, ale zapożyczony z jednego z telewizyjnych programów kulinarnych. Wydaje mi się, że od Pascala Brodnickiego.


Sałatka z mango
Składniki:
mango
2 cykorie (zimą używam białej belgijskiej, jesienią sprawdza się radicchio)
duży grejpfrut czerwony
2 średnie jabłka (lub jedna duża antonówka)
ok. 20 dag sera żółtego typu gouda lub radamer
pęczek szczypiorku
2 łyżeczki kminku (niemielonego)
2 łyżki oliwy


Cykorię naciąć wzdłuż na ćwiartki i pokroić w talarki.
Ser, jabłka i mango pokroić w kostkę podobnej wielkości.
Całość posypać kminkiem.
Odkroić skórkę grejpfruta i wycinać cząstki spomiędzy błonek (pokazuję to na zdjęciu obok) nad salaterką z sałatką (chodzi o to, by kminek zaczął nasiąkać sokiem). Cząstki potem pokroić na mniejsze kawałki. A z reszty grejpfruta wycisnąć sok do salaterki.
Szczypiorek pokroić i dodać do sałatki. Całość polać oliwą i wymieszać.

Ze zjedzeniem warto poczekać 5-10 minut, by kminek nie był zbyt suchy po rozgryzieniu. Dłużej wytrzymać z czekaniem się nie da ;)



niedziela, 22 lutego 2015

Kotleciki selerowo-jaglane z sałatkami

Różne kotlety z selera korzeniowego robię od wielu lat. To pozostałość po okresie mojego wegetarianizmu. Były pierwszą potrawą samodzielnie przeze mnie wymyśloną, więc czuję do nich szczególny sentyment. Do dziś podaję je często z wyraźną w smaku sałatką z buraków i papryki. Może pod koniec lata (jeśli nadal ten blog będę prowadzić ;)) umieszczę tutaj przepis na nią. Bardzo łatwo przechowuje się w słoikach.


Składniki (wychodzi 12 kotlecików):
duży seler korzeniowy
pół szklanki kaszy jaglanej
1,5 szklanki wody
rozdrobniona natka pietruszki
2 jajka
sól, pieprz ziołowy
olej do smażenia

1. Seler obrać i pokroić na kawałki (ich wielkość zależy od późniejszego sposobu rozdrobnienia). Wrzucić na osolony wrzątek i gotować do miękkości. Odcedzić i odstawić do ostygnięcia.
2. Wypłukać kaszę jaglaną i zagotować w wodzie. Nie solić. Pogotować 15-20 minut, a potem wyłączyć palnik i zostawić kaszę pod przykryciem, by doszła.
3. Rozdrobnić (zmielić) seler np. widelcem lub w blenderze.
4. Dodać kaszę i resztę składników. Wymieszać i doprawić do smaku.
5. Formować płaskie kotleciki i smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju.

Kotleciki zrobiłam w środę. Podałam z gotową (bo ze słoika) sałatką z buraków.

Dziś po podróży potrzebowałam szybkiego obiadu, więc odgrzałam je na parze i podałam z zieloną fasolką szparagową.

Sałatka z zielonej fasolki szparagowej:
mrożona fasolka
2 łyżki masła
łyżka rozdrobnionego mrożonego szpinaku
czubata łyżka bułki tartej
łyżka płatków migdałowych
sól

Fasolkę wrzucić na osolony wrzątek. Zagotować i odcedzić.
Na patelni roztopić masło. Dodać bułkę tartą i szpinak. Podgrzewać aż bułka zmieni kolor na złoto-brązowy. Dodać płatki migdałów.

Wrzucić fasolkę i wymieszać, by fasolka pokryła się "zieloną bułką tartą".

sobota, 21 lutego 2015

Z myślą o ogródku ozdobnym

Lubię, gdy oprócz roślin użytkowych (na jedzonko) otaczają mnie rośliny ozdobne. Część z nich wybieram z uwagi na okoliczne pasieki. Łączę przyjemne z pożytecznym, więc w moim ogródku ozdobnym można znaleźć dzwonki ogrodowe, mikołajki, liatrie, lawendy, śnieguliczki, a w zielniku: oregano, szałwie, cząber, bazylie, które są chętnie odwiedzane przez różne owady latające. Kiedyś kupowałam gotowe sadzonki kwiatów na bazarze. Z czasem jednak doszłam do wniosku, że chciałabym, by mój ogródek ozdobny różnił się od innych. I zaczęłam szukać w sieci nasion roślin nietypowych i na swój sposób oryginalnych. Dlatego poza nagietkami i astrami mam barwne dywaniki prymul, przecudne kropliki, wyniosłe naparstnice, dumną jeżówkę, mnóstwo kolorowych i cudnie pachnących liliowców i irysów, ogniste trytomy, kilka odmian klematisów, a nawet kokoryczkę. I wiele wiele innych :)

Na dworze od tygodnia w ciągu dnia piękna pogoda, ale noce nadal bardzo zimne. Ziemia na głębokości 2 cm zamarznięta w zacienionych miejscach. Na stawie tafla popękanego lodu, który co jakiś czas zdejmuje się w kilku miejscach dla napowietrzenia wody.

 





Nocne mrozy nie przeszkadzają wawrzynkom, które rozpoczynają okres kwitnienia.
Spore pąki mają też derenie jadalne, ale nie wyglądają, jakby miały wkrótce zakwitnąć.


Do kwitnienia przygotowują się natomiast przebiśniegi. W tym roku bez śniegu :( ale dzięki temu łatwiej dostrzec ich pękające pąki :)  Krokusy na wierzchu, ale jeszcze bez pąków. Z ziemi powoli wyłaniają się tulipany. Obym pamiętała latem je wykopać i posadzić na nowo!

stratyfikacja nasion lawendy i akebii
Co kilka lat odnawiam swoje lawendy. Co prawda opakowania informują, że lawenda (nie dotyczy to odmiany francuskiej) jest w naszym klimacie wieloletnia, ale - jak powiedział ogrodnik Koleżance - nie długowieczna. Chcę uniknąć sytuacji, gdy mi ona padnie i zniknie z ogrodu ozdobnego. Nie wyobrażam sobie lata bez zapachu kwitnącej lawendy i zimy bez słoiczka miodu z jej kwiatami. Dlatego wczoraj rozpoczęłam stratyfikację nasion lawendy, a przy okazji również nasion akebii pięciolistkowej, z której mam nadzieję doczekać się - podobno jadalnych po usunięciu pestek - owoców.
Stratyfikację od lat przeprowadzam w szklaneczkach, do których wkładam trochę wilgotnego podłoża do wysiewu, a potem wsypuję nasiona. Szklanki przykrywam folią spożywczą i wstawiam na 3-4 tygodnie do lodówki. Potem nasiona wysiewam wraz z ziemią do przygotowanych pojemników.

Póki co widzę pojedyncze siewki trytomy, którą wsiałam w styczniu. Uwielbiam jej ogniste kwiaty. Dziś natomiast wysiałam driakiew, której główki, szczególnie bardzo ciemno fioletowe, zachwyciły mnie w ubiegłym roku. Z obawy, że ubiegłoroczne sadzonki róży chińskiej nie wytrzymały okresu suszy jesienią, ponownie wysiałam 15 nasion. Skusiłam się na ich zapach.

Do pojemnika po owocach kiwi wsiałam nową dla mnie odmianę niskiej aksamitki. Na opakowaniu ma pomarańczowe płatki na obwodzie i żółtą główkę w środku. Może pomoże mi w nierównej walce z kretami... A muszę tego roku pomyśleć o sposobie na nie i nornice. W wielu miejscach widzę kopce kretów. Ale nie jestem pewna, czy tylko one żłobią w ziemi korytarze. W ubiegłych latach miałam spory kłopot z nornicami i obawiam się, że kłopot powrócił :(




Pierwsze duże wysiewy

Dziś wykorzystałam odpowiednią do siania fazę Księżyca. Staram się przestrzegać kalendarza księżycowego, choć nie zawsze mam ku temu sposobność. Rytm księżycowy oraz związane z tym ruchy płynów na Ziemi i w roślinach jak najbardziej mnie, jako fizyka, przekonują. Dziś  rozpoczęła się faza na sianie warzyw liściowych, ale u mnie trwały w większości siewy roślin owocujących. Za tydzień idę do laboratorium na kolejne szkolenie, więc z prac ogrodniczych nici. Za to dziś przygotowanie w pojemnikach rozsad do warzywnika. Na razie w domu, w maju znajdą się w gruncie lub pod tunelem. Do wysiewu nasion używam co roku nowej ziemi. Resztki zeszłorocznej wykorzystuję do podsypywania kopców przy hortensjach. Nie kupuję natomiast specjalnych doniczek. Wykorzystuję pojemniki po serkach, jogurtach, owocach (te lubię najbardziej, bo mają gotowe dziurki) itp.


Pierwsze siewy (malutkie) rozpoczęłam w styczniu. Z przyjemnością zatem oglądam zdrowe siewki porów odmian letniej i zimowej. Selery korzeniowe wypuszczają właśnie pierwsze liście. W pudełku z czosnkiem niedźwiedzim zauważyłam dwie roślinki. Mam nadzieję, że są to czosnki, a nie jakieś trawy ;) Musiałam na nowo wysiać selery naciowe. Od trzech tygodni nie wyrosło nic, więc stare nasiona wyrzuciłam i wysiałam zupełnie nową dla mnie wczesną odmianę.





Wczoraj namoczyłam nasiona szparagów i kolcowoju szkarłatnego (jagody goji). Dziś przyszedł czas na umieszczenie ich w ziemi. Nie wiem, jak wyrośnie kolcowój z nasion. Odkryłam je przez przypadek i kupiłam z ciekawości. W kwietniu pewnie i tak zamówię sadzonki odmiany bardzo słodkiej. Lubię smak suszonych goji. Może za kilka lat doczekam się własnych ;)
Szparagi uprawiam od wielu lat. Wyhodowałam je od nasion, w co nie mógł uwierzyć sprzedawca w sklepie ogrodniczym, gdy chciałam kupić u niego nasiona. Był przekonany, że rozmnaża się je jedynie przez karpy. Wzbogaciłam jego wiedzę na ten temat ;) Pytanie, czy mi uwierzył ;) W tym roku wysiewam, by rozszerzyć ich uprawę i umieścić w nowym, większym miejscu. Miewają się u mnie bardzo dobrze, a że je bardzo lubię, myślę, że warto zwiększyć zbiory.


Istnym szaleństwem co roku jest przeglądanie internetu w poszukiwaniu nowych smacznych odmian pomidorów. W tym roku zakupiłam tylko jedną nową odmianę - koktajlową Venus. Reszta zostaje bez zmian. Są sprawdzone i smaczne, zarówno do bezpośredniego spożycia, jak i na przetwory. Naliczyłam 14 odmian, zatem o 6 mniej niż w ubiegłym roku ;) Wtedy przesadziłam, trzeba to przyznać otwarcie. Do tego doszła niezbyt dobra dla pomidorów pogoda. Z tych, które miałam w ogródku, nie zjedliśmy ani jednego, poza ulubioną i niezawodną odmianą koktajlową Koralik, która wysiewa mi się teraz jak chwast.
Pudełka z pomidorami sąsiadują z pojemnikami z wysianymi paprykami. Na opakowaniach z nasionami papryk widnieje marzec jako termin siewu. U mnie jednak króluje odmiana Jalapeno, która późno dojrzewa, więc to ona wpływa na siewy w lutym. Poza Jalapeno mam jeszcze ostrawą odmianę Cyklon, która dojrzewa stosunkowo wcześnie, więc mogę jej używać do korniszonków lub innych ogórkowych przetworów. Wysiałam też paprykę czerwoną i - dla koloru - pierwszy raz pomarańczową. No i oczywiście odmianę pomidorową, której używam we wrześniu do faszerowania.

Wszystkie pojemniczki ustawiam na ciepłych parapetach południowych lub zachodnich i przykrywam folią spożywczą (jak na zdjęciu), by ograniczyć parowanie wody z ziemi. Tylko jagody goji i szparagi ustawiłam w chłodnym pomieszczeniu.



poniedziałek, 16 lutego 2015

Hummus z czosnkiem niedźwiedzim

Bardzo lubię smak ciecierzycy i sezamu. Czas zatem na połączenie ich smaków w jednej potrawie - hummusie, popularnej paście z kuchni arabskiej. Klasycznie zawiera ona czosnek. Ponieważ robiłam tę pastę jako dodatek do chleba pieczonego dla koleżanek i kolegów z pracy, dodałam czosnek niedźwiedzi, który nie pozostawia charakterystycznego posmaku czosnku w ustach i uwalniającego się wtedy zapachu. Na wszelki wypadek dodałam jeszcze natkę pietruszki, która podobno niweluje te wady czosnku.


Składniki:
pół szklanki ciecierzycy
2 szklanki wody do gotowania + woda do płukania
cytryna
3-4 łyżki pasty tahini (z olejem, który zbiera się na górze słoika z tahiną)
spora szczypta suszonego czosnku niedźwiedziego
oliwa z oliwek
pół łyżeczki mielonej kozieradki
sól

Ciecierzycę namoczyć na noc w wodzie. Następnego dnia odlać wodę i porządnie wypłukać ciecierzycę. Wlać 2 szklanki wody i gotować ok. 40 minut. Po wyłączeniu palnika zostawić ciecierzycę pod przykryciem, aby "doszła".
Po ostudzeniu odcedzić zbędną wodę (ale nie do ostatniej kropli, przyda Ci się ciut wilgoci). Do ciecierzycy wycisnąć sok z cytryny, dodać czosnek i zblenderować na pastę. Dodać sól i kozieradkę do smaku. Wymieszać.
Posypać np. rozdrobnioną natką pietruszki lub kolendry.
Przechowywać w zamkniętym pojemniku. Jest najsmaczniejsza po przegryzieniu się. Tuż przed podaniem warto dla świeżo dodać jeszcze trochę soku z cytryny.

hummus na pajdzie chleba ŻYRAFA
------
Podobne:

Superszybka sałatka z ciecierzycy
Gulasz z ciecierzycy
Pasta wątrobiana



Domowy Wyrób

niedziela, 15 lutego 2015

Gulasz z ciecierzycy - sposób na obiad do odgrzewania

Gulasz to jedno z tych dań, które najlepiej smakują następnego dnia. Idealnie zatem nadaje się do odgrzewania dla tych, którzy późno wracają do domu i potrzebują zjeść coś gotowanego, by się rozgrzać w zimowe wieczory. Dziś wydanie wegańskie, bo z myślą o środzie popielcowej.


Składniki:
szklanka ciecierzycy
duża marchewka
pietruszka
kawałek selera korzeniowego
pół cebuli
pół czerwonej papryki
2 liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
łyżka lub dwie przecieru pomidorowego
sól, pieprz

Zalać ciecierzycę wodą i odstawić na noc.
Następnego dnia wypłukać ciecierzycę kilka razy. Wlać 5-6 szklanek wody i gotować ok. 40 minut. Potem zostawić na ok. 2 godz. pod przykryciem. Niedogotowana ciecierzyca sama dojdzie.
Część chłodnej ciecierzycy zmiksować dla zagęszczenia gulaszu.
Obrać warzywa. Seler i marchew pokroić na kawałki wielkości ziaren ciecierzycy. Pietruszkę po ugotowaniu wyrzucam, więc kroję ją na pół lub na trzy kawałki. Wrzucić do ciecierzycy i włączyć palnik. Do garnka wrzucić liście laurowe i ziele angielskie.
Cebulę przekroić na pół i podsmażyć na gorącym palniku gazowym. Paprykę pokroić na drobno. Cebulę, paprykę i przecier pomidorowy dodać do garnka, gdy zmięknie marchew.
Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Gulasz z ciecierzycy


Zastąp słoik pysznym daniem - III edycja

Wytrawny rogal drożdżowy

Najbliższy tydzień zapowiada się dość pracowicie, więc dziś przygotowuję hurtowe ilości jedzenia, które będzie gotowe bez poświęcania mu bezcennego czasu. Rogal wystarczy pociąć na porcje i zapakować na drugie śniadanie do pracy. Można go zjeść na zimno albo podgrzać w mikrofali w firmie. Można włożyć do środka, co tylko wpadnie nam pod rękę. Jest to zatem kolejny przepis "nawinie" ;) Ciasto zaproponowane przeze mnie można zastąpić własnym wypróbowanym przepisem na ciasto na pizzę.


Składniki:
ciasto:
9 czubatych łyżek mąki pszennej
ok. pół szklanki ciepłej wody
łyżeczka suszonych drożdży
łyżeczka soli
oliwa

nadzienie:
mąka do posypania stolnicy
oliwa
sól
czosnek suszony
10 plasterków wędliny typu salami
6 plastrów szynki lub polędwicy
3 plastry żółtego sera
ser typu mozzarella
4 pieczarki
rozbełtane białko, żółtko lub jajko

Zagnieść ciasto jak na pizzę. Oliwę dodać pod koniec wyrabiania. Ciasto przykryć wilgotną ściereczką i odłożyć w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Stolnicę posypać mąką, wyłożyć ciasto i rozwałkować na coś w kształcie prostokąta. Wierzch ciasta polać niewielką ilością oliwy, posolić, posypać suszonym czosnkiem, a potem rozłożyć plastry wędlin i sera żółtego, ułożyć pokrojone pieczarki. Na wierzch ułożyć kawałki mozzarelli.
Całość zwinąć w roladkę. Moja jest dłuższa niż przekątna blachy, więc zginam ją w rogal. Skleić dobrze końcówki. Przełożyć roladkę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia tak, by łączenie ciasta znalazło się na dnie.
Posmarować wierzch rozbełtanym białkiem. Piec ok. 40 minut w temp. 180 stopni C.




Szybkie ciasto kakaowe bez jajek

Nie jestem zbytnią miłośniczką ciast, ale od czasu do czasu przy okazji niedzieli zdarza mi się coś upiec do kawy. Dzisiejsze ciasto piekłam z myślą o końcu karnawału, co dla mnie oznacza pożegnanie z cukrem na kilka tygodni. W cieście nie ma jajek (można zatem zaserwować dla znajomych wegan), a puszystość osiągnęłam dzięki reakcji chemicznej ;) proszku do pieczenia z octem. Brzmi może strasznie, ale wierzcie mi, że smakuje niesamowicie. Świeże jest niezwykle chrupiące, szczególnie na brzegach. Podane proporcje są na małą foremkę (27cm x 18cm x 3 cm), bo to jedno z tych ciast, które są dobre zaraz po upieczeniu i ostudzeniu.


Składniki:
1,5 szklanki mąki pszennej
3 łyżki kakao
łyżka dobrze zmielonej kawy
łyżeczka proszku do pieczenia (może być soda, jeśli komuś nie przeszkadza jej gorzkawo-pieprzny posmak)
pół łyżeczki soli
pół szklanki cukru
szklanka wody
1/3 szklanki oleju bez wyraźnego smaku i zapachu (u mnie rzepakowy)
łyżka octu
esencja waniliowa
garść suszonej żurawiny
garść suszonych jagód goji


Żurawinę i jagody goji zalać wrzątkiem i odsączyć po kilku minutach.
Wymieszać suche składniki, a potem dodać mokre. Szybko wyrobić ciasto mikserem (nie za długo, by ciasto nie opadło po upieczeniu). Dodać owoce i wymieszać.
Przelać ciasto do małej foremki wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok. 40 min. w temp. 175 stopni C.


Najlepsze zaraz po ostudzeniu :)

Szybkie ciasto kakaowe bez jajek
------------
Podobne:

Wegańskie ciasto kakaowe ze śliwkami


Zapiekanka "nawinie", czyli czyszczenie lodówki

Po rozmrażaniu lodówki zgromadziłam trochę zapomnianych produktów z mijającego tygodnia. Co z nimi zrobić? Kolejną potrawę typu "nawinie", czyli co się nawinie, idzie do gara, a w tym wypadku do naczynia żaroodpornego. Smak zależy oczywiście od indywidualnych upodobań.


Składniki:
kawałek kiełbaski jałowcowej (super podkręca smak)
kawałki kurczaka (u mnie wcześniej smażone z przyprawami (kozieradka, czosnek niedźwiedzi, sól, pieprz, papryka słodka i ostra, i podlane odrobiną wody
kawałek dyni (u mnie odmiana Hokkaido)
kilka łyżek przecieru pomidorowego (lub pomidorów w kawałkach)
kilka pieczarek
6 liści jarmużu
mozzarella
plaster żółtego sera
duża garść startego sera typu parmezan



Liście jarmużu zanurzyć na trochę (liczę do 10) we wrzątku i otrzepać z wody. Rozdrobnić.
Do naczynia żaroodpornego wrzucić: kurczaka, jarmuż, połowę startego parmezanu, pokrojone na mniejsze kawałki: pieczarki, dynię, kiełbaskę jałowcową, żółty ser. Wymieszać. Wierzch posmarować przecierem pomidorowym, przykryć plastrami mozzarelli i posypać resztą parmezanu.

Piec w temp. 180 stopni C ok. 30-40 minut (czas pieczenia zależny jest od rodzaju dyni i tego, czy jest ze skórą).

Podawać gorące na obiad lub wczesną kolację.

Chleb na zakwasie ŻYRAFA

Niedziela to dla mnie od lat dzień wypieku chleba. W ubiegłym tygodniu piekłam chleb z mąką żołędziową. Jego kolor skojarzył mi się z żyrafami, które w mojej rodzinie są chyba najdłużej oglądanymi zwierzętami przy okazji wizyty w zoo. Czemu by zatem nie przenieść żyrafy do mieszkanka? ;)

Chleb na zakwasie ŻYRAFA

Składniki:
100 g mąki żołędziowej
180 g pszennej mąki razowej
100 g mąki żytniej
180 g mąki pszennej
2x pół łyżeczki soli
2x pół łyżeczki cukru
garść ciasta z poprzedniego wypieku
garść suszonych żurawin
garść płatków owsianych
łuskany słonecznik
woda

W sobotę wieczorem:
W jednym garnku zarobić ciasto z mąki żołędziowej i mąki razowej z solą, cukrem, połową ciasta sprzed tygodnia i wodą. Pod koniec wyrabiania dodać żurawiny i wymieszać. Ciasto powinno mieć konsystencję, którą łatwo wyrabia się drewnianą łyżką.
W drugim garnku zarobić ciasto z mąki żytniej i pszennej z solą, cukrem, połową ciasta sprzed tygodnia i wodą. Pod koniec wyrabiania dodać płatki owsiane.
Garnki odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia i przykryć wilgotnymi ściereczkami.

W niedzielę rano:
Garść ciasta pszenno-żytniego przełożyć do pojemnika na następny raz.
Resztę ciasta przekładać na przemian z masą żołędziową do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Powierzchnię posypać słonecznikiem i odstawić ciasto do wyrośnięcia.
Po ok. 2 godzinach wstawić do piekarnika i piec ok. 1,5 godz. w temp. 180 stopni C.
Zaraz po upieczeniu usunąć papier i odstawić chleb do ostygnięcia.

Ponieważ nie przejmowałam się zbytnio przekładaniem obu mas, chleb ma wyraźnie marmurkowy szlaczek. Wygląda - jak na mój gust, oczywiście - super. Pachnie i smakuje wybornie :)
Ciasto żołędziowe ma lekko gorzkawy smak, zatem doradzam dodać do niego słodki dodatek, np. żurawiny czy rodzynki.


Wielki Post 2015

sobota, 14 lutego 2015

Zimowy domowy ogródek c.d.

Wolny weekend - nareszcie! :) I do tego przecudna pogoda. Co prawda rano na skwerku przed oknem widzę szron barwiący trawę na biało, ale z czasem temperatura powietrza wzrasta i robi się naprawdę przyjemnie. Mocno operujące słońce dodało mi energii i w ciągu półtora dnia nadrobiłam mnóstwo zaległych prac domowych (mycie okien, pranie firanek, rozmrażanie lodówki itp.). Moje roślinki też zareagowały na zmianę pogody :)

Wczoraj wysiałam mieszankę zielonej i bordowej bazylii. Do czasu letniego urlopu będę miała świeże listki bazyliowe do sałatek i na kanapki. Wysiew bazylii odbywa się dość specyficznie - wysiane nasiona przyciska się lekko palcami do ziemi (nie przykrywa się ziemią!). Potem powierzchnię zwilża się wodą. Po ok. 2 minutach nasiona pęcznieją i zmieniają kolor na niebieskawy. Widać je wtedy bardzo wyraźnie i to idealny moment na ich ewentualne przemieszczanie w puste miejsca.
Następnie trzeba przykryć doniczkę czymś przezroczystym, np. folią spożywczą, by ograniczyć parowanie wody, ale nie zasłaniać światła. Po wykiełkowaniu nasion usunąć folię. Systematycznie podlewać i czekać na pierwsze liście. Potem pikować siewki do nowych doniczek.






Luty to czas, gdy przechowywana cebula zaczyna wyrastać w szczypiorek. Korzystam z tego i umieszczam cebulki w słoiczkach z wodą (średnica cebuli musi być większa niż średnica otworu słoiczka). Na zdjęciu widać szczypiorek, który ma 2 tygodnie.










Dwa tygodnie temu wysiewałam mieszankę sałaty na listki i pietruszki naciowej. Młode siewki wybiegają do światła i cieszą oczy. Trzeba już zwiększać górne otwory szklarenki, by umożliwić zmniejszenie wilgotności w środku.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...