niedziela, 24 września 2017

Sum na surówce z fenkułu i selera oraz "Czerwony rower"

Dawno nie było przepisu na ryby, więc dziś dzielę się sposobem podania suma. Można go zrobić w śmietanie, ale o wiele zdrowiej jest go podać na surówce. Wykorzystałam do niej jesienne warzywa, które w tym roku są niezwykle soczyste.




Składniki (na 4 porcje):

2 płaty suma
sól
pieprz
nasiona kolendry
2 łyżki oleju do smażenia

3 łyżki słonecznika
fenkuł
3 łodygi selera naciowego
słodkie jabłko
chili
gruba sól morska
2 limonki
pół pęczka kolendry
2 łyżki oleju lnianego

  1. Płaty suma opłukać i osuszyć ręcznikiem papierowy. Pokroić każdy płat na 3-4 kawałki.
  2. Suma oprószyć z obu stron solą, pieprzem i świeżo zmieloną kolendrą. Wstawić na ok. pół godziny do lodówki.
  3. Warzywa umyć. Łodygi selera obrać z włókien obieraczką, z chili ewentualnie usunąć pestki.
  4. Na suchej patelni uprażyć nasiona słonecznika.
  5. Fenkuł i seler naciowy pokroić na cienkie talarki. Polać olejem lnianym i dodać szczyptę grubej soli. Wymieszać.
  6. Jabłko ze skórką zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać do warzyw.
  7. Chili rozdrobnić według uznania. Dodać do surówki.
  8. Całość skropić sokiem z połówki limonki.
  9. Surówkę posypać prażonym słonecznikiem.
  10. Na patelni rozgrzać olej i usmażyć na nim kawałki suma.
  11. Do surówki dodać rozdrobnioną kolendrę. Wymieszać.
  12. Surówkę wyłożyć na talerze, a na niej ułożyć kawałki suma.


kryptonim: PROTEINY


Jesienna okładka książki "Czerwony rower" Antoniny Kozłowskiej skusiła mnie do jej lektury w ten weekend. Było nostalgicznie...

Wspomnienie tragicznej śmierci dawnej koleżanki Anety sprawia, że po 20 latach od tego smutnego wydarzenia spotykają się szkolne przyjaciółki: Karolina, Beata i Gośka. Niegdyś chodziły do tej samej klasy w Leśnym, miejscowości pod Warszawą i tworzyły "kółko wzajemnej adoracji", spotykając się w swoich domach, jeżdżąc rowerami po okolicy, zaglądając do opuszczonego domu, kradnąc towary na bazarach itp. W ślad za nimi na swoim rowerze z dodatkowymi kółkami jeździł upośledzony Zenek.
Teraz każda z nich ułożyła sobie życie. Karolina, córka aparatczyka, obecnie matka nastolatki i dziennikarka, mieszka na chronionym osiedlu z mężem dyplomatą. Beata, wnuczka bogatych dziadków i córka alkoholiczki, teraz jest żoną biznesmena. Gośka, córka badylarza, nadal mieszka w rodzinnym domu, z ukochanym mężem i dziećmi.
Pewnego dnia odzywa się siostra Anety. Oskarża je o śmierć 13-letniej dziewczynki, koleżanki z tej samej klasy. Kobiety zaczynają wspominać miniony czas wspólnego dojrzewania. Dla obserwatora z zewnątrz wyglądają jak zaprzyjaźnione ze sobą dziewczyny. Tymczasem w głębi duszy dziewczyny zazdroszczą sobie wyglądu, dóbr materialnych z pewexu, rodzin, statusu społecznego czy fascynacji płcią przeciwną.

Wydawało mi się, że tak poważny problem jak śmierć nastolatki, zostanie odpowiednio potraktowany. Tymczasem mam wrażenie, że z większym pietyzmem autorka przedstawiła problemy dorastających nastolatek, ich bunt wobec dorosłych, pierwsze miłostki czy konflikty rówieśnicze.
Niemniej lektura tej książki wywołała we mnie wspomnienia z lat 80-tych. Zazwyczaj w tego rodzaju książkach autorki skupiają się na słuchaniu listy przebojów Marka Niedźwieckiego, nagrywaniu hitów muzycznych na jednokasetowe czarne magnetofony marki Grundig, zbieraniu i naklejaniu na ściany plakatów wykonawców muzycznych tamtych lat. Nie inaczej jest i w tej książce. A przecież dzieciom i młodzieży tamtych lat nieobce było wczesne wstawanie i stanie w gigantycznych kolejkach po wędlinę, oszczędzanie pieniędzy (by w kiosku kupić sobie gumę balonową za 50 gr), straszeni czarnymi wołgami, patrzenie na sznury milicyjnych suk przejeżdżających przez miasto, przez co zdarzało się spóźnić do szkoły, bo milicji światła przy drogach nie obowiązywały. I tego mi zabrakło, bo książka może się wydać dla młodszych czytelniczek opisem niefrasobliwych czasów.
Denerwowały mnie też błędy językowe i pomyłki w położeniu charakterystycznych miejsc w Warszawie (np. fabryka Wedla).

Wyzwanie czytelnicze 2017 | Wiedźmowa głowologia
pojazd
http://biblioteczkamagdalenardo.blogspot.com/p/cztery-pory-roku-2017.html
jesień



4 komentarze:

  1. Książkę mam, z ciekawością czytałam Twoją opinię, bo też brakuje mi pojazdu :D Ale chyba jednak poszukam czegoś innego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie książka rozczarowała - zbyt płytka jak na tragedię śmierci nastolatki.

      Usuń
  2. Sum to pyszna ryba! Też lubię fenkuł w sałatce, bo świetnie pasuje do ryby. Jest taki aromatyczny, ale ta rybka jest przepyszna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, fenkuł i ryba to doskonałe połączenie smaków :)

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na temat tego wpisu lub przepisu. Zostawisz kilka słów w komentarzu?
Dziękuję, również za lajki na fb oraz 1+ na G+ :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...