piątek, 7 kwietnia 2017

Chleb orkiszowo-żytni z sezamem i "Żona plantatora herbaty"

Zdałam sobie właśnie sprawę z faktu, że dawno nie publikowałam przepisu na chleb według własnego pomysłu i że ostatnie przepisy na domowe pieczywo były związane z comiesięczną piekarnią u Amber. Spieszę zatem nadrobić ten brak, zwłaszcza że chleby piekę niezmiennie co tydzień. Od kilku miesięcy to chleby na mące orkiszowej z różnymi dodatkami.




Składniki (na keksówkę 29 x 10 cm):

garść (ok. 150 g) zakwasu z poprzedniego wypieku (kliknij tutaj, jeśli chcesz wykonać pierwszy zakwas)

360 g razowej mąki orkiszowej
160 g mąki żytniej
8 g soli
40 g jasnego sezamu
10 g czarnego sezamu
20 g płatków orkiszowych
ok. 350 g wody

Wieczorem
  1. Do ciasta z poprzedniego wypieku dolać niewielką ilość wody i całość wymieszać. Przykryć i odstawić na pół godziny.
  2. Do miski wsypać wszystkie suche składniki. Wymieszać.
  3. Dodać rozcieńczony zakwas.
  4. Stopniowo dolewać wodę i wyrabiać ciasto drewnianą łyżką. Wody należy dolać tyle, by ciasto dawało się mieszać łyżką. Nie trzeba go zbytnio wyrabiać. Wystarczy, gdy składniki dobrze się połączą.
  5. Ciasto przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na noc do wyrośnięcia. Jeśli ciasto zarabiamy rano, garść odłożyć do pojemnika, by mieć zakwas na następny wypiek, a resztę przełożyć do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i przykryć wilgotną ściereczką.

Rano
  1. Odłożyć do pojemnika sporą garść ciasta na kolejny wypiek (przechowywać w lodówce).
  2. Przełożyć resztę ciasta do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.
  3. Wilgotnymi rękoma wyrównać powierzchnię chleba i ewentualnie posypać ziarnami.
  4. Nakryć ciasto wilgotną ściereczką i odstawić ciasto do wyrośnięcia (zajmie to ok. 2 godzin).
  5. Piec chleb 1,5 godziny w temperaturze 180 stopni C. do tzw. suchego patyczka. 
  6. Zaraz po upieczeniu posmarować chleb pędzelkiem moczonym w wodzie i włożyć do wyłączonego piekarnika na ok. 10 minut - uzyskamy dzięki temu lśniącą skórkę.
  7. Usunąć papier do pieczenia i odłożyć chleb na kratkę, by ostygł.


Po "Żonę plantatora herbaty" brytyjskiej pisarki Dinah Jefferies sięgnęłam głównie dla okładki, po której spodziewałam się książki, w której autorka przeniesie mnie w dalekie kraje i opisze życie na plantacji. Nie zawiodłam się :)

19-letnia Gwendolyn Hooper przybywa na Cejlon, by zamieszkać z niedawno poślubionym w Anglii mężczyzną. Laurence, z którym łączy ją prawdziwa miłość, wrócił na Cejlon wcześniej, by przygotować rodzinną plantację herbaty i dom na przybycie żony. W czasie ostatniego etapu podróży poznaje pana Saviego Ravasinghe, który okazuje się bardzo pomocny w pierwszych chwilach pobytu na wyspie. Później ich drogi przeplatają się od czasu do czasu.
Początkowo Gwen czuje się na plantacji jak gość, lecz wkrótce mąż przekazuje jej obowiązki pani domu i powierza zajęcie się domem oraz służbą. Wsparciem dla niej jest kuzynka i najlepsza przyjaciółka, Fran, która dochodzi do siebie po stracie rodziców w tragedii Titanica i przyjeżdża w odwiedziny do Hooperów.
Z czasem Gwen wpada na pomysł założenia serowarni w nieużywanej części budynku. Czas spędza na spacerach po okolicy, ale również na zarządzaniu domem i kontrolowaniu rachunków, w których początkowo dostrzega trochę podejrzanych wydatków niezgodnych ze zgromadzonymi zapasami. W czasie jednego ze spacerów z psami Gwen odkrywa tajemniczy i zapomniany grób Thomasa. Laurence dzieli się z nią tylko częścią informacji - Thomas był dzieckiem jego pierwszej żony Caroline i jego. A Caroline zginęła wskutek choroby psychicznej.
Punktem kulminacyjnym w życiu Gwen okazuje się bal wydany w mieście - pierwsze większe towarzyskie spotkanie z mieszkańcami wyspy. Gwen czuje się porzucona przez męża, z którym zatańczyła tylko jeden taniec. Dziwi się natomiast Laurensowi, który najczęściej tańczył z Christiną, dystyngowaną Amerykanką ubierającą się na czarno po śmierci męża. Gwen czuje zazdrość, widząc intymne gesty Christiny w stosunku do Laurence'a. Upija się w towarzystwie poznanego wcześniej Saviego Ravasinghe. Ten odprowadza ją do pokoju hotelowego i pozostaje z nią, dopóki nie zaśnie. Rano Gwen budzi się, nie pamiętając, co się wydarzyło późnym wieczorem i przerażona rozrzuconą po podłodze bielizną.
Po pewnym czasie okazuje się, że Gwen jest w ciąży. Po jej obfitych kształtach zaprzyjaźniony doktor John Partridge i ajah (niania Laurence'a) Naveena podejrzewają, że Gwen urodzi bliźnięta. I rzeczywiście - pod nieobecność Laurence'a i doktora Naveena odbiera poród bliźniąt: Hugh i Liyoni. Od tego momentu nie tylko Laurence ma swoje tajemnice...

Życie Gwen staje się trudniejsze głównie za sprawą ukrywanego sekretu. Nie chce się nim podzielić nawet z Fran. Poza tym Gwen nie zgadza się z zarządcą w sprawie warunków socjalnych pracowników plantacji, z czego wynikają ich emocjonalne wymiany zdań i różny sposób traktowania. Do tego dochodzą niepokojące nastroje społeczne związane z konfliktem między Syngalezami a Tamilami. A najtrudniejsza wydaje się relacja Gwen z siostrą męża Verity, która mieszka z nimi na plantacji i dosyć mocno komplikuje życie obojgu, choć Laurence w ogóle tego nie dostrzega.

"Żona plantatora herbaty" to powieść o tym, jak kłamstwo czy ukrywanie prawdy potrafi skomplikować, a nawet zniszczyć komuś życie. Jednocześnie to książka o lojalności, zaufaniu i przebaczaniu.
Czyta się ją szybko ze względu na łatwy język i ciekawie zbudowaną fabułę. Ja jednak delektowałam się tą powieścią, by nie skończyć jej zbyt szybko ;) Tajemnica była oczywista od początku, ale czytelnik z uwagą śledzi historię młodej kobiety na zupełnie obcej ziemi, z daleka od rodziny i kraju. Interesujące jest też to, jak radzi sobie ona z latami ukrywanym sekretem.

Jak autorka pisze na końcu, akcja książki powstała na skutek inspiracji opowieściami teściowej. Dinah Jefferies wzbogaciła fabułę historią regionu, choć część zdarzeń rozegrała się w rzeczywistości później. Myślę, że dla autorki pisanie "Żony..." było niejako powrotem do dzieciństwa spędzonego w Malezji, gdzie się urodziła i skąd wyjechała do Anglii, zanim Malezja odzyskała niepodległość.

zielony
Europejski pierwszy raz
http://biblioteczkamagdalenardo.blogspot.com/p/cztery-pory-roku-2017.html
Wiosna



4 komentarze:

  1. Cudowna okładka. Zapisuję książkę na listę do przeczytania. Zapowiada się bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem Ciebie też okładka kusi? :) Mam nadzieję, że książka Ci się spodoba. Mnie bardzo przypadła do gustu.

      Usuń
  2. Och! Gdybym przeczytała recenzję od razu jak powstała to książkę z pewnością miałabym już w domu! Miałam ją w ręce gdy chciałam zrealizować kartę upominkową do Matrasa... żałuję, że tak się pospieszyłam z wyborem i że wcześniej nie poznałam Twojej opinii :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego - z pewnością można ją jeszcze gdzieś kupić. Czytałam wersję elektroniczną, więc niestety nie prześlę Ci papierowej książki :(

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na temat tego wpisu lub przepisu. Zostawisz kilka słów w komentarzu?
Dziękuję, również za lajki na fb oraz 1+ na G+ :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...