wtorek, 11 sierpnia 2015

Urodzaj pomidorów

Nie ma co ukrywać, że jestem smakoszem pomidorów (pewnie się domyślacie po moim awatarze). Kiedyś wymądrzałam się na temat uprawy pomidorów, więc dziś czas pokazać, jakie pomidory mi wyrosły :)

Muszę przyznać, że tegoroczna pogoda bardzo sprzyja moim pomidorom. W ubiegłym roku nie zjedliśmy ani jednego pomidora z gruntu. Wyjątkiem jest niezawodna odmiana koktajlowa Koralik. Tego lata zrywam z gruntu kolejne pomidory malinowe z krzaków, po których nie widać, by na cokolwiek chorowały. Owoce też są ładne, choć małe :(



Większość pomidorów rośnie jednak w tunelu. Skoro w Turcji pomidory uprawia się pod folią, dlaczego w zdecydowanie chłodniejszej Polsce też tego nie robić? ;) Osłony są potrzebne dla wielu odmian, by słońce ich nie poparzyło, a deszcze nie przyniosły ze sobą różnych chorób grzybowych.

Tyle udało mi się wczoraj narwać. To zbiór z tylko jednego dnia. Przy czym w środku nie ma pomidorów koktajlowych, bo te zrywamy i zjadamy przy okazji pobytu w ogródku lub bezpośrednio przed konsumpcją w sałatkach i salsach.


A co jest w środku tego koszyka? Hmmm bogactwo odmian, smaków, wielkości i kolorów. Spójrzcie sami.








Każdy znajdzie coś dla siebie :) Są klasyki w postaci Bawolich Serc, Maliniaków i San Marzano, a oprócz nich mnóstwo innych odmian. Z biegiem lat poza odmianami czerwonymi zgromadziłam pomidory żółte, pomarańczowe, czarne (moje ulubione) i zielone. Co do tych ostatnich to żal, że gdzieś zapodziałam książkę Fannie Flagg "Smażone zielone pomidory", bo teraz, mając zielone pomidory (odmianę zieloną, a nie pomidory niedojrzałe), chętnie zrobiłabym to tytułowe danie. A zielonych dużych pomidorów w zebrowej (zielono-żółtej) skórce wysypało nad wyraz dużo! Nic to - zrobię chutney z zielonych pomidorów z dużą ilością przypraw wschodnich ;)




Póki co w ubiegłym tygodniu zrobiłam pierwszą turę sosu pomidorowego. San Marzano suszę na bieżąco. Wczorajszy zbiór pomidorów poszedł w największej części na przecier pomidorowy. Gdy dojrzeją dynie, przyjdzie czas na chutney z dyni, pomidorów i jabłek. Kto wie? Może przyjdzie mi do głowy zupełnie nowe, inne połączenie.


W każdym razie jestem dumna ze swoich pomidorów i - może to zabrzmi nieskromnie - uważam się za człowieka, który zna się na ich smaku i uprawie.

2 komentarze:

  1. Piękne pomidory. Też mam w szklarni. Ale nie aż tyle odmian. Pomidor nie jest taki prosty w obsłudze. Jeść wiecznie chce, ciągle mu czegoś brakuje, a to wapnia, a to magnezu, chorowite to to jak nie wiem co :) Ja od kilku lat zgłębiam ich tajemnice i ciągle coś mnie zaskakuje. Możesz być dumna, że są takie piękne i nie chorują. Czarnych pomidorów jeszcze nie jadłam.
    Ciekawe jaki mają smak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomidor rzeczywiście jest dość wymagającą rośliną, ale wart zachodu :) Czarne pomidory - moim zdaniem - są najsmaczniejsze. Z reguły są to odmiany słodkie. U mnie dodatkowo soczyste. Lubię też zielone - kwaskowate i soczyste.

      Usuń

Chętnie poznam Twoje zdanie na temat tego wpisu lub przepisu. Zostawisz kilka słów w komentarzu?
Dziękuję, również za lajki na fb oraz 1+ na G+ :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...