W tym miesiącu Amber w swojej piekarni zaproponowała nam Tarte Flambée (w tłumaczeniu bezpośrednim - podpłomyk). Jak podaje Amber na swoim bogu, wypiek ten wywodzi się z rejonu Kochersberg położonego na północnym-wschodzie Alzacji, a popularność zdobył w XIX wieku. Tradycyjnie przygotowywały go bogate rodziny wiejskie, które stać było na piec do pieczenia chleba. Flàmmeküeche (w wersji niemieckiej) zwykle piekło się w trakcie rozpalania pieca, sprawdzając przy okazji jego temperaturę odpowiednią do wypiekania chleba. Można powiedzieć, że to rodzaj alzackiej pizzy. Tylko ciasto musi być bardzo cienkie! Kiedy ciasto drożdżowe będzie już gotowe, wałkujemy je jak najcieniej, smarujemy niezbyt obficie créme fraîche, a potem posypujemy bekonem, cebulą i serem i wkładamy do rozgrzanego pieca. W Alzacji tarte flambée podaje się zazwyczaj na dużej rustykalnej drewnianej desce. Tradycyjnie używa się sera munster, ale można też wykorzystać gruyere czy tomme albo inny dobrze topiący się żółty ser. Żeby danie było bardziej letnie, zrezygnowałam z bekonu i zastąpiłam go świeżymi kurkami. Zamiast gałki muszkatołowej użyłam w związku z tym rozmarynu. Nie wiem, czy to nadal Tarte Flambée, ale nie miałam ochoty na jakiekolwiek mięso.
Składniki:
