Dziś obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. W związku z tym wyjątkowo zacznę od recenzji książki, po którą sięgnęłam przez wzgląd na okładkę. Oliwki uwielbiam i to one mnie skusiły :) Nie żałuję!
Akcja
"Sekretu drzewa oliwnego" Courtney Miller Santo rozgrywa się w... Kalifornii (wiedzieliście, że tam są gaje oliwne? Ja nie.), do której pod koniec XIX w. z Australii przybyła z rodzicami Anna. Od tamtego czasu minęło prawie 110 lat. Anna wciąż żyje i ma zamiar zostać najstarszym człowiekiem na świecie. Kobieta cieszy się dobrym zdrowiem (szwankuje tylko słuch) i ma dobrą pamięć. Mieszka w domu wybudowanym przez jej ojca, powiększonym z czasem ze względu na kolejne pokolenia. Posiadłość, w której mieszka obecnie 5 pierworodnych kobiet (112-latka, 89-latka, 65-latka, 42-latka i 23-latka) z kolejnych pokoleń. Zjawisko to jest na tyle niecodzienne, że zaczyna się nimi interesować członek Amerykańskiej Rady ds Badań nad Procesami Starzenia.
W książce teraźniejszość przeplata się z historiami kolejnych kobiet, ich głęboko skrywanymi i właśnie wychodzącymi na światło dzienne tajemnicami oraz od dawna niewyjaśnionymi sporami między nimi. Historie te są ciekawie skomponowane. Dzięki temu i licznym krótkim rozdziałom książkę po prostu się połyka, wciąż nie mając dość (łapałam się na tym, że czytałam kolejne rozdziały i odwlekałam domowe obowiązki.
Książka niesamowicie podziałała na moją wyobraźnię - widziałam gaj oliwny wokół domu z drzewami w różnym wieku, czułam smak oliwek, które bohaterki często traktują jak przegryzki.
W związku z tym kolacja nie mogła się odbyć bez oliwek i oliwy ;)