Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 stycznia 2025

Sałatka z Krasiczyna

Tą sałatką zajadałam się ostatnio w bajecznym zamku w Krasiczynie (o nim niżej). Jest idealna na zimę, łącząc w sobie zakonserwowane ziarna ze świeżymi warzywami. Nie jestem pewna, czy odwzorowałam ją 1:1 w stosunku do tej jedzonej na każde śniadanie w zamku. Przygotowałam ją od razu po powrocie do domu 😊, bo naprawdę mi smakowała😋Doprawić ją można oczywiście po swojemu. Nadaje się do pojemników, by wziąć ją do pracy na drugie śniadanie.




Składniki:

poniedziałek, 25 grudnia 2023

"Spacer nad rzeką" Moniki A. Oleksy

Wieczory w ostatnim czasie spędzałam na lekturze książki, która od dawna znajduje się w mojej biblioteczce. Na jej okładce znalazłam informację, że akcja rozgrywa się w Kazimierzu Dolnym i przypomniał mi się pobyt w tym mieście ponad rok temu. Wspomnienia okazały się tak silne, że postanowiłam zobaczyć Kazimierz oczami innej osoby w książce pt. "Spacer nad Wisłą" Moniki A. Oleksy.




sobota, 28 września 2019

Gnocchi z grzybami, romanesco i suszonymi pomidorami

Dziś przepis inspirowany daniem, które miałam przyjemność kosztować w restauracji niedaleko Rynku Starego Miasta w Krakowie. Gnocchi, czyli włoskie kluski ziemniaczane, bardzo lubię, choć częściej robię polskie kopytka, bo są mniej pracochłonne. Wzorek na tych kluskach pozwala na ich lepsze oblepienie sosem. W Krakowie jego bazą były kurki i dzikie brokuły. W moim sosie dominują borowiki, bo tych znajdujemy zdecydowanie więcej, a kurki trafiają się sporadycznie. Wyjedliśmy już wszystkie brokuły z warzywnika, więc w ich zastępstwie wykorzystałam romanesco. Z podanych proporcji klusek wychodzi dużo. Można je odgrzać następnego dnia i będą pysznym śniadaniem.




Składniki:

wtorek, 10 września 2019

Ruskie pierogi z komuny

Pod koniec sierpnia zdarzył się taki tydzień, w którym jadłam pierogi ruskie niemal codziennie. Najpierw jadłam je w Licheniu. Tak nam zasmakowały, że po powrocie postanowiłyśmy zrobić je w domu, choć nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej pojawiły się na stole u mojej mamy. Rodzice wolą pierogi z mięsem, więc ruskie dostałam do zjedzenia u siebie. Pod koniec tygodnia w Warszawie wzięłam udział w ogólnopolskiej konferencji, podczas której były jedynym wegetariańskim daniem, więc zjadłam je ponownie 😊 Śmiało mogę przyznać, że bardzo lubię ruskie pierogi, ale nie znoszę ich lepić. I tu pojawia się wyjaśnienie tytułu postu - ciasto zagniótł robot, rozwałkowała je B., mama obrała ziemniaki i sklejała pierogi, ja przygotowałam farsz. Wzorcowa praca w komunie 😉 W naszym wydaniu pierogi są większe niż te, które można kupić w sklepach. Robiłyśmy je na sposób typowy we wschodniej Polsce, czyli wałkowane były kulki ciasta na spore krążki, w które mieści się czubata łyżka farszu.




Składniki (na 50 sporych pierogów):

czwartek, 20 czerwca 2019

Herbata z kwiatów lipy i kawałek drewnianego Mazowsza

Dzisiejszej podróży po Mazowszu towarzyszył mi zapach kwitnących lip. Za ich sprawą postanowiłam przygotować dziś herbatę na bazie tych aromatycznych kwiatów. Ponieważ ziele lipy ma właściwości rozgrzewające i wywołuje poty (poza tym zawiera cenne sole mineralne oraz witaminę C i PP), herbatę przygotowałam z orzeźwiającą miętą i podałam z limonką, która wychładza organizm.




Składniki:

sobota, 29 września 2018

Lepieszka/lepioszka z Astany

Wikipedia podaje, że lepioszka jest chlebem wyrabianym na bazie mąki, wody i tłuszczu bez dodatku drożdży. Ta, którą jadłam w Astanie, na pewno była chlebem drożdżowym. Nie była tak piękna jak w Uzbekistanie czy Tadżykistanie, gdzie na chlebie stemplem odciska się jakiś wzór. Ta, którą kupiłam (na etykiecie widniał napis "lepieszka"), wyglądała jak codzienne pieczywo i tak jak większość potraw, które jadłam w Astanie, posypana była sezamem.




Składniki:

czwartek, 12 lipca 2018

Piliczański Obszar Chronionego Krajobrazu i "Serce z bibuły"

Dziś zamiast gotować lub przetworować wybrałam się na wycieczkę, bo okazuje się, że są już dojrzałe jeżyny 😮 Przy okazji zobaczyłam skutki nawałnic, które przeszły przez gminę Paradyż w powiecie opoczyńskim 26 czerwca 2016 r. Zniszczonych zostało wtedy ok. 1,5 tysiąca hektarów lasów, w tym również te z Piliczańskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu.






niedziela, 20 maja 2018

Weekend na zielonej trawce i "Odnajdę cię"

Co tu dużo ukrywać - dopadło mnie zmęczenie 😔 Przez ostatnie tygodnie żyłam tylko pracą zawodową z krótką niedzielną przerwą. Nie mogłam spać po nocach, a gdy udało mi się zasnąć, miewałam koszmary związane z pracą. Musiałam wyjechać i odpocząć. A mnie najlepiej wypoczywa się na łonie natury - jak najdalej od miejskiego jazgotu i zdenerwowania, jak najwięcej roślin dookoła, zapachów kwiatów i ptasiego hałasu. Trafiłam na cudną pogodę, więc odpoczynek udany 😊



A co zobaczyłam? Same przyrodnicze okazy 😉 Na początek - amorfa zwyczajna, koło której uwijały się pszczoły miodne. Głośno było jak przy ulu, ale żaden owad nie dał się sfotografować.



sobota, 6 stycznia 2018

"Dziewczyny z Syberii. Prawdziwe historie" - recenzja i wspomnienia z Astany

Po przeczytaniu "Dziewczyn z Syberii" Anny Herbich zastanawiałam się, z którym przepisem połączyć swoją recenzję tej książki. W rezultacie uznałam, że podobnie jak "Ucieczka z Sobiboru" jest to na tyle wyjątkowa książka, że po prostu nie wypada w tym samym wpisie umieszczać recenzji i przepisu. Pasowałby tu chleb Lepieszka, który niedawno jadłam w Kazachstanie, ale nie zdążyłam go upiec, więc jeszcze przyjdzie na niego czas...

Wracając do książki...

sobota, 21 października 2017

Tato, to mrowisko jest więksiejsze ode mnie!

czyli o wypadach do lasu.

Nie wyobrażam sobie jesieni bez wypadów za miasto lub do lasu. W czasie jednej z wycieczek natrafiliśmy na okazałe mrowiska. Nie były tak wysokie, jak pamiętam z dzieciństwa, ale Malucha i tak zadziwiły, bo w swej ekscytacji zapomniał o poprawności językowej 😉 Przyznam, że obaj chłopcy zaskoczyli mnie swoim zachowaniem. "Ale tu jest dużo mrówek! Musimy cały czas ruszać nogami, żeby na nas nie weszły!" I w rezultacie zaczęli tupać, szybko i wysoko unosząc nogi. Oboje się uśmialiśmy, bo tak samo reagowaliśmy, gdy byliśmy w wieku chłopców 😉 Pierwszym ich odruchem była ucieczka. Gdy usłyszeli, że wokół mrowisk rośnie więcej zdrowych grzybów, zaniechali biegania, ale z tupotania nie zrezygnowali.





sobota, 16 września 2017

Patatas bravas - hiszpańskie "frytki"

Patatas bravas to typowa hiszpańska przystawka, do której podaje się zazwyczaj mięsne danie główne. Przygotowując ją, ziemniaki kroi się w kostkę, a potem smaży lub piecze jak frytki. Tak przyrządzone ziemniaki podaje się z pikantnym sosem pomidorowym. Pomidory jednak w Hiszpanii mają okropny smak - są twarde i - o dziwo - brak w ich smaku słońca. Dlatego ja poprzestaję na samych ziemniakach i tak też jadłam patas bravas w Lloret de Mar czy Santiago de Compostela.




Składniki:

wtorek, 15 sierpnia 2017

Zamiast wianka lub bukietu i "Wzgórze Niezapominajek"

Dziś, 15 sierpnia, w tradycji polskiej obchodzi się święto Matki Boskiej Zielnej, a niedawno (8 sierpnia) celebrowaliśmy ogólnopolski Dzień Pszczoły. Dawno nie było tu żadnego wpisu związanego z roślinami, więc dziś przedstawiam trochę zdjęć ziół, które spotykamy przy polskich polnych drogach. Nie zrobiłam dziś ani wianka, ani bukietu do poświęcenia w kościele, zatem niech te fotki będą ich zamiennikiem 😉



Z latem zawsze kojarzą mi się kwiaty dziurawca. W okolicy z roku na rok pojawiają się coraz większe dywany w tym charakterystycznym żółtym kolorze.



czwartek, 30 marca 2017

Jak pozyskać sok z brzozy? I "Cukiernia w ogrodzie"

Przy dzisiejszej szarudze aż trudno dziś uwierzyć, że w ubiegły weekend było niezwykle słonecznie. Dla mnie było to otwarcie sezonu rowerowego w tym roku. Wyjazd za miasto miał służyć głównie pozyskaniu soku z brzozy (bzowiny, oskoły). Najlepiej puszczać go, gdy drzewo nie ma jeszcze liści, a już zaczęły w nim krążyć soki. Zatem obecny okres wydaje się idealny 😊 Przyznaję, że do niedawna znałam go jedynie z opowieści Taty, który pił go w dzieciństwie. Kiedyś kupiłam w sklepie, ale ten kupny w niczym nie przypomina tego naturalnie pozyskanego z drzewa brzozy. Tamten był mętny i słodki. Naturalny sok z brzozy jest przezroczysty jak woda, niezauważalnie wręcz od niej gęstszy, smakiem też zbliżony do niej. Nie jest słodki, jak się powszechnie uważa. Ale podobno ma dużo minerałów, pod warunkiem, że sok pije się w formie naturalnej, a nie po pasteryzowaniu.





piątek, 17 marca 2017

Przedwiosenne ujęcia i "Dyskoteka przy Magnoliowej"

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Niektórzy z nas są już bardzo za nią stęsknieni. Kilka tygodni temu wybrałam się na jej poszukiwanie w lesie i ogrodzie. Przedstawiam Wam różne ujęcia polskiego przedwiośnia.


Najbardziej zaskoczyła mnie obecność bobrów dosłownie 100 metrów od ludzkich zabudowań. Do tej pory ślady ich obecności obserwowaliśmy przynajmniej kilometr od ostatnich domów w mieście. W tym roku podeszły bliżej.


sobota, 8 października 2016

"Danie inspirowane podróżą 2." - podsumowanie akcji


Wrzesień to dla wielu z nas czas pourlopowy. Dlatego po raz drugi zaproponowałam na ten miesiąc akcję wspominkową "Danie inspirowane podróżą 2.", by przypomnieć sobie smaki z podróży i przywołać je w domowych czterech ścianach.

Akcję przeprowadziłam w Mikserze Kulinarnym i na Durszlaku.
W akcji zaakceptowałam 12 przepisów w Mikserze Kulinarnym i 21 przepisów na Durszlaku (niektóre z nich powtarzają się) z przeróżnych stron świata. Niestety wciąż jeszcze są osoby, które nie czytają warunków akcji - w ich wpisach zabrakło zdjęć z podróży lub lokowali produkty, na co się nie zgadzam, bo nie prowadzę bloga dla darmowej reklamy producentów i wydawców.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję!!! :D Kolejny raz udowodniliście, że podróże kształcą i wnoszą w nasze życie coś nowego - wiedzę, inne spojrzenie na tradycję i kulturę, inne smaki do naszych polskich kuchni.

sobota, 24 września 2016

Bomby (cepeliny lub kartacze) z grzybami i wspomnienia z Wileńszczyzny

Podróż po Wileńszczyźnie na długo zapadnie mi w pamięć. Głównie za sprawą zjawisk, które nareszcie udało mi się zaobserwować i uchwycić w obiektywie (kilka zdjęć prezentują na końcu wpisu), ale dzięki odwiedzonym miejscom i jedzeniu. W Wilnie regionalnym daniem podawanym niemal wszędzie są cepeliny - podłużne kluski ziemniaczane z mięsnym farszem. U nas ich okrągłą odmianę nazywa się kartaczami. W encyklopediach wyczytać można, że jest to potrawa północno-wschodniej Polski. Tymczasem w regionie opoczyńskim zjeść można niemal takie samo danie regionalne o nazwie bomby. Ciasto jest podobne do masy na pyzy (z ziemniaków surowych i gotowanych), a do środka wkłada się różne farsze. W samym Opocznie na piątkowy stół przygotowywało się bomby z grzybami (w sezonie z grzybami świeżymi, zimą - z suszonymi) lub z grzybami i kapustą kiszoną, w Wygnanowie - z kapustą kiszoną, w Ogonowicach - z mięsem, ale ciasto jest takie jak na kluski śląskie. Mnie mocno wzięło na wspominki Wileńszczyzny i przygotowałam bomby podobne do cepelinów, ale w wydaniu opoczyńskim. Danie dobrze się mrozi. Można je przechowywać w lodówce do kilku dni, potem odgrzewać, wrzucając na wodę lub podsmażając. Uzupełnieniem jest okrasa z zeszklonej cebulki.





Składniki (na ok. 14 klusek):

Chleb wileński i fotki z Wilna

Będąc w Wilnie, koniecznie spróbujcie tamtejszego chleba wileńskiego. Gdzieś wyczytałam, że oprócz znanej w Polsce ciemnej odmiany tego chleba, można dostać też jasną. Tej drugiej nie udało mi się znaleźć. Za to opychałam się ciemnym pieczywem o słodkiej miodowej skórce i intensywnym smaku kminku, jednej z moich ulubionych przypraw. Na tym blogu podawałam już przepis na chleb wileński z dodatkiem żurawin i suszonych śliwek. Dziś prawdziwa klasyka! Polecam :) A jeśli dotrwacie do końca przepisu, w nagrodę czeka Was fotograficzna wycieczka po Wilnie. Zapraszam :)




Składniki:

niedziela, 11 września 2016

Kibiny (kibinai), czyli pierogi Karaimów litewskich oraz migawki z Troków

Kibinai (Polacy mówią "kibiny") to potrawa uznawana za narodową na Litwie. Prawdą jest jednak, że to danie wywodzi się od litewskich Karaimów mieszkających w Trokach (lit. Trakai) w okręgu wileńskim. O samych Karaimach piszę niżej, a teraz wrócę do kibinów. To danie, które przypomina Polakom kilkunastocentymetrowy pieczony pieróg z charakterystycznym zwinięciem na górze. Nadzienie składa się z siekanego (!) drobno mięsa (tradycyjnie baraniny lub wołowiny, ale teraz można dostać też kibinai z mięsem jagnięcym, drobiowym, a nawet wieprzowym, choć Karaimowie wieprzowiny nie jadają). W wikipedii można znaleźć informację, że ciasto na kibinai jest drożdżowe. Te, które jadłam w Trokach, zdecydowanie drożdżowe nie były. Moim zdaniem zastosowano ciasto półkruche i takie postaram się odtworzyć. W restauracji podano nam po dwa takie kibiny, do których zaserwowano dość tłusty bulion (podejrzewam na baraninie). Ogólnie danie było niezwykle sycące, prawdopodobnie ze względu na ilość zawartego w nim tłuszczu. Przez to nie mogłam w pełni docenić ich smaku. Jednak kibinai tak mnie zafascynowały, że postanowiłam zrobić je u siebie, ale w zdecydowanie odtłuszczonej wersji :) Zamierzam wziąć je jutro do pracy na drugie śniadanie.




Składniki (na 8 kibinów):

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Sierpniowe przejażdżki

Dziś przy święcie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (a w tradycji polskiej Matki Boskiej Zielnej) w kościołach święci się zioła, kwiaty, zboża i inne płody rolne. Zachwycamy się opisami zwyczajów i tradycji włoskich czy greckich, a coraz rzadziej doceniamy je u nas. Mam nawet wrażenie, że zaczyna się je piętnować, wyśmiewać i nazywać "ciemnogrodem". A to przecież nasze dziedzictwo kulturowe.


Pogoda sprzyja różnym wypadom poza miasto, więc i ja wsiadłam na rower, by rozruszać swoją nie w pełni jeszcze sprawną kończynę. Przy drogach natrafiłam na różne figurki i krzyże. Na tylko jedną z nich zwracałam uwagę od dzieciństwa. I od niej zaczynam...

To dość wiekowa figurka przy wjeździe na teren pól. Pod figurką widnieje napis "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród", który frapował mnie od dzieciństwa. Nauczyłam się wtedy na pamięć "Roty" Marii Konopnickiej.
Czy ludzie stawiający kiedyś tę figurkę pomyśleli, że obecnie większość pól będzie leżeć ugorem? :(


niedziela, 13 grudnia 2015

Zimowa sałatka owocowa

Dziś niedziela gaudete, czyli radości. Przy ołtarzu ksiądz w różowym ornacie i u mnie pojawia się słodkość w postaci sałatki owocowej. Nadają się do niej wszelkie owoce. Pamiętać jednak należy, że owoce cytrusowe obniżają ciepłotę ciała, więc lepiej jej nie robić tej sałatki przed wyjściem na dwór i po powrocie ze spaceru. Szczególnie przy dzisiejszej deszczowej i wietrznej pogodzie.










Składniki: